Czy nauka języka angielskiego ma coś wspólnego z malowaniem ścian?

Jest piękny początek wiosny. Ja siedzę w samochodzie i czekam na kierowcę. Radio, nastawione na lokalną rozgłośnię, podaje wiadomości, a po ich skończeniu puszcza piosenkę „Jolene” Dolly Parton. I wtedy następuje ten magiczny moment – rozumiem o czym ona śpiewa!

Często, kiedy rozmawiam po polsku wśród ludzi, którzy nie znają tego języka, to mam wrażenie, że rośnie wokół mnie i mojego rozmówcy taka niewidzialna ściana, przez którą pozostali uczestnicy nie mogą się przebić. Jest to dziwne uczucie. Być może osoby, które wychowały się w wielokulturowym kraju nie doświadczają takiej wizualizacji, bo jest to dla nich normalne, że czasem obok siebie pracują, czy podróżują osoby, które posługują się dwoma tak różnymi językami, że żadna ze stron nawet nie jest w stanie wychwycić choćby jednego zrozumiałego słowa.

Ja „Jolene” znałam od wielu lat, lubiłam jej melodię, wiedziałam, jak wygląda Dolly Parton. Ale tego wiosennego dnia w końcu zrozumiałam jej słowa i szklana ściana pękła.

Nauka języka przypomina trochę malowanie ściany w niestandardowy sposób. Otóż celem jest, żeby ściana była (dajmy na to) cała niebieska, ale najpierw malujemy pojedyncze kropki tu i tam (to jest etap, kiedy uczymy się a to trochę kolorów po angielsku, a to liczyć od 1 do 20, paru zawodów i (oczywiście) zwrotów grzecznościowych). W tym momencie jeszcze nic nie jesteśmy w stanie powiedzieć po angielsku, a nasza ściana wciąż jest jeszcze biała. Później łączymy te kropki kilkoma cienkimi (niebieskimi oczywiście) liniami – na tym etapie poznajemy pierwsze czasowniki i jesteśmy w stanie konstruować proste zdania; już coś można rzec po angielsku! Następnie zachodzi żmudna nauka gramatyki i słówek, coraz więcej można powiedzieć i coraz bardziej poprawnie gramatycznie. Kropki na ścianie się poszerzają i wzrasta liczba linii je łączących. Jest coraz bardziej niebiesko.

I wtedy, mniej więcej, następuje ten magiczny etap, że zaczynamy rozumieć, że łapiemy się na takich momentach, że zapominamy, że mówimy w nie w swoim języku. Jest to niesamowicie satysfakcjonujące.

Leave a Reply